niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 1

-Julie wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej. - powiedziała zatroskana Danielle siadając tuż obok mnie na parkiecie. Pani Collins dostała jakiś pilny telefon ze szkoły swojej córki , więc zrobiła nam przerwę. Siedziałam cicho myśląc o Nadii , która jest teraz u naszej sąsiadki miłej staruszki. Zastanawiałam się co właśnie teraz robi , w co się bawi czy jest szczęśliwa. - Halo ? Ziemia do Julie Becker ? Żyjesz ?
-Tak tak - odpowiedziałam niemrawym tonem spoglądając prosto na moją przyjaciółkę. Jej loki były związane w niedbałego kucyka na czubku głowy. Ubrana była w szare dresy i czarną bokserkę.
-Czemu jesteś taka zamyślona?
-Po prostu nie spałam dzisiaj w nocy. - Danielle upiła łyk z butelki wody i położyła mi dłoń na kolanie
-Nadia?
-Mhmm - odburknęłam - Jej koszmarne koszmary znowu powróciły. Mama kiedyś o nich mówiła , ale odkąd jej nie ma nic podobnego się nie zdarzało .... - powiedziałam.
-Aż do teraz .. - dokończyła za mnie Danielle - Ale wiesz może coś obejrzała ... jakiś film który mocno ją przestraszył ?
-Nie wiem. Po prostu nie wiem. - Danielle odłożyła wodę na bok i spojrzała na drzwi za którymi stała pani Collins , widać było że rozmowa musi być bardzo nieprzyjemna. - Ciekawe co jej syn znowu zmalował - zaśmiałam się.
-Tym razem wygląda to na coś poważnego. - odpowiedziała mi szybko Dan i wstała na równe nogi podała mi rękę i pociągnęła ku górze.  W tym momencie do sali wbiegła zła jak osa trenerka mówiąc szybko:
-Dziewczęta na dzisiaj to tyle. Dziękuję. Miłego Weekendu. - zanim jej odpowiedziałyśmy zniknęła za drzwiami Sali Gimnastycznej. Zebrałam z rogu sali moją wodę i telefon po czym ruszyłam do szatni. Wzięłam tam szybki prysznic i otworzyłam kluczem szafkę numer 13.  Ubrałam się szybko w to :
i pospiesznie  wysuszyłam długie ciemne włosy. Przeczesałam je lekko szczotką i ruszyłam pod szafkę Danielle , która również była już ubrana. Miała na sobie jeansowe rurki , luźną bluzkę z myszką Mickey i czarne buty na koturnie , które dodawały jej kolejnych centymetrów.


-Idziesz ze mną ? - zapytałam wyskakując zza szafek
-Która jest godzina ? - zapytała tylko rozczesując długie loczki
Wyjęłam telefon z torebki i spojrzałam na wyświetlacz.
-13.30 - odpowiedziałam i spojrzałam na uśmiechniętą przyjaciółkę
-Z miłą chęcią - odpowiedziała - A gdzie idziesz ? - spytała chwytając czarną torebkę z nad szafki numer 27.
-Najpierw po  Nadię ,a potem może do parku i na shake'i - uśmiechnęłam się , a Danielle energicznie klasnęła w dłonie
-Akurat w parku mam spotkanie.- powiedziała i uśmiechnęła się znacząco
-Uhuhuhuhuhuhuhu .... Czyżby ten twój Liam?  - powiedziałam i spojrzałam na nią z podejrzeniem.  Danielle wlepiała we mnie swoje ślepia. Wyglądało to przezabawnie  więc po chwili śmiałyśmy się jak głupie.

-Zgadłaś
***

Szłyśmy chodnikiem wzdłuż  Long Street. Patrzałyśmy na wystawy sklepowe z myślą o kupnie nowych rzeczy. Tak ja materialistka chciałam nowych ubrań podczas gdy moja siostra potrzebowała nowych butów. Znów się zamyśliłam skupiłam na niej myśli. Jak mama dawał sobię radę ze wszystkim. Jak godziła pracę z nami ? 
-...... Julie! Czy ty mnie w ogóle słuchasz ? - zapytała zezłoszczona Danielle
-Wybacz możesz powtórzyć? 
-Znowu rozmyślasz nad Nadią ? 
-Tak , martwię się o nią , powinnam spędzać z nią więcej czasu, a ja pracuję i jeszcze treningi , ale my i tak ledwo wiążemy koniec z końcem. - Danielle przytuliła mnie mocno 
-Podziwiam cię - powiedziała mi - Masz 19 lat i wychowujesz 5 letnie dziecko.
-Lepsze to niż martwienie się czy w rodzinie zastępczej jest jej dobrze. -  odparłam - Ale dręczy mnie to że nie mam dla niej tyle czasu ile bym chciała, Boję się że mnie znienawidzi.
-Przestań Jul , ona cię kocha. Jesteś dla niej jak matka.
-Pewnie masz rację. Ja też ją bardzo kocham. - odrzekłam właśnie podchodziłyśmy pod nasz blok. Wpisałam kod do domofonu i otworzyłam wielkie frontowe drzwi. Dani wcisnęła guzik z windą , która po kilku minutach była już na dole. Wsiadłyśmy obie i wcisnęłyśmy 6 piętro. Jechałyśmy w ciszy. Winda zatrzymała się po kilku chwilach i wysiadłyśmy na naszym piętrze. Mieszkanie Danielle znajdowało się na drugim końcu korytarza pod numerem 36 , a moje pod 32 . Szybkim ruchem odkluczyłam drzwi do mieszkania i wyrzuciłam rzeczy z treningu do kosza z brudnymi ubraniami i ulotniłam się za drzwi przy których stała już Dan. Zamknęłam je szybko i  podeszłam do drzwi z numerem 34. Zapukałam , ale nikt nie otworzył. Powtórzyłam tą czynność jeszcze  kilka razy, a drzwi otworzyły się i stanęła w nich stara babuleńka z siwymi włosami splątanymi w gustowny koczek.
-Cześć Julie - powiedziała spoglądając na mnie - Danielle - spojrzała na moją przyjaciółkę i wpuściła nas do środka. 
-Nadia! Zobacz kto po ciebie przyszedł - powiedziała staruszka wchodząc do salonu , gdzie uśmiechnięta dziewczynka oglądała jakąś bajkę.
-Julie ! - krzyknęła i rzuciła mi się na szyję. Uniosłam ją lekko i okręciłam w okół siebie- Tęskniłam - powiedziała i zachichotała lekko - Patrz co dla ciebie narysowałam - rzekła i w mgnieniu oka przyniosła mi kartkę ze ślicznym dziecinnym obrazkiem kotka
-Jest śliczny kochanie - powiedziałam - A teraz ubieraj buciki , bo już idziemy - szepnęłam , a ona posłusznie wykonała to co jej poleciłam. Ubrała czarne trampki  i poczłapała do mnie żebym je zawiązała. Uklękłam obok niej i wykonałam po jednej kokardce na każdym bucie. 
-Dziękuję pani bardzo - zwróciłam się do pani Aurelii - Do zobaczenia w poniedziałek. 
-Oczywiście! - powiedziała - Jaka to radość mieć takiego małego urwisa. 
-Dziękuję jeszcze raz! - chwyciłam małą za dłoń i wyszłam z mieszkania pogodnej staruszki. 

sobota, 9 marca 2013

Prolog

Julie szła korytarzem niosąc na ręku małe dziecko. Z każdym krokiem ocierała łzy. Ból po stracie tak ważnej osoby dobijał ją cholernie. Nie wierzyła w to że nigdy nie zobaczy pogodnego uśmiechu swojej matki , już nigdy nie poczuje jej słodkiego zapachu. Ale to nie o nią chodzi , ona szybko się przyzwyczai co innego z jej siostrą której główka bezwładnie opadała na jej ramieniu. Jak ona zniesie śmierć matki, kto ją teraz wychowa? Te myśli tłukły się w jej głowie. Wyszła ze szpitala i skierowała się do samochodu. Kliknęła alarm i włożyła Nadię do fotelika na tylnym siedzeniu Volkswagen'a . Sama usiadła na miejscu kierowcy i ruszyła do domu. Drogi były puste więc jazda przez miasto zajęła jej zaledwie parę chwil. Zatrzymała samochód na Oak Street pod białym domkiem. Znów wyjęła 4-letnie dziecko z fotelika i podeszła pod frontowe drzwi. Wygrzebała klucz z kieszeni i próbowała wcelować nim w dziurkę. Po 10 nieudanych próbach w końcu się udało. Drzwi puściły a ona weszła do środka. Skierowała się do małego pokoiku dziewczynki niesionej na rękach. Przebrała ją w różową piżamkę i  położyła do łóżka. Gdy już wychodziła usłyszała ciche chrząknięcie. Odwróciła się.
-Julie? - spytała słabym głosem Nadia 
-Tak kochanie? - odpowiedziała cofając się do łóżka siostry.
-Nie zostawisz mnie , prawda ?
-Nie. Nie zostawię. 
-Ale mama mnie zostawiła i ty też możesz mnie zostawić - w tym momencie po policzkach dziewczynki pociekły łzy - Myślisz że mama nas kochała?
-Koteńku , ja tak nie myślę ja to po prostu wiem.- szepnęła jej na ucho Julie- Damy radę , obiecuję.- Julie podniosła Nadię z łóżka i przytuliła mocno . - Kocham cię kruszynko - ucałowała ją w policzek i położyła z powrotem - Śpij dobrze
Julie zgasiła światło i ruszyła do swojego pokoju w odcieniach ciemnej czekolady. Ubrała się w cienką czarną piżamę i weszła pod ciepłą kołdrę. Głęboko się zastanawiała jak sobie z tym wszystkim poradzi ma w końcu tylko 18 lat. Leżała długo wpatrując się w sufit. Myśląc o zdarzeniach ostatniego dnia. Słowa mamy przed jej śmiercią obijały się echem o jej głowę. 
"Nigdy nie zapominajcie o sobie , macie tylko siebie " 
Nie była w stanie zdecydować czy oddać Nadię. Miała już 18 lat mogłaby zostać jej prawnym opiekunem , ale był tylko jeden haczyk. Nie wiedziała czy da sobie radę. Będzie też trzeba sprzedać ten dom, jest za duży na nas dwie , wystarczy nam małe przytulne mieszkanko. Zdecydowała że zawalczy o Nadię i zapewni jej normalne życie , normalne dzieciństwo.